Nie wiem, czy to wina reżysera, czy samego Fredry, ale śmieszne momenty w całym filmie można policzyć na palcach jednej ręki. Ręki inwalidy, który stracił palce.Spora część dialogów była niezrozumiała. Być może to wina nagłośnienia w Teatrze Polskim, gdzie odbywała się premiera, a być może samej szybkości wymowy w połączeniu ze staropolszczyzną.
Wymiotować się chce na widok Albina, który jak ostatnia cipa próbuje uwieść Klarę, spełniając jej wszystkie zachcianki i płaszcząc się u stóp. A najgorsze, że na końcu mu się udaje. Lepiej prezentuje się już Gustaw, mieszający w głowie Anieli. Po wstępnych niepowodzeniach, Gustaw zaczyna stosować technikę dwuznaczności, która stopniowo przepala neurony uroczej niewiasty.
Ale starczy już o tym nudnym filmie. Warto wspomnieć o samej oprawie premiery – a ta była iście zajebista. Teatr, Karaś, aktorzy, śmietanka, drinki, telewizja, czerwone dywany i puszczająca oko Weronika Rosati. Dla oprawy warto było wytrzymać film :-)



proponuje poczekać z obejrzeniem aż będzie emisja w TV